A kiedy narodzę się na nowo
Pył starego życia strząsnęZ siebie jak kurz bitewny
I wszystko będzie jak należy
Ojciec nie będzie podnosił ręki na matkę
A ja nie pójdę do przedszkola
Z sinymi pręgami na plecach
Bo nie będzie wracał pijany z pracy
Gdy już będę młodzieńcem
Nie będę mu podbierał papierosów
Nie przekłuję uszu i nie zacznę się jąkać
Bo nie będzie w domu wiecznych awantur
Moja mowa będzie płynna
Słowa wyważone i mądre
Myśli klarowne
A ruchy ciała celowe i harmonijne
Koleje etapy edukacji
Nastąpią po sobie
We właściwym dla nich czasie
I z pożytkiem dla ogółu
Usłyszę wreszcie wyraźnie
Głos powołania
Zrealizuję plan
Zawczasu dla mnie przygotowany
Dlatego nigdy się nie poznamy
Bo nie będziemy mieli żadnych
Wspólnych znajomych
Z poprzedniego życia
A gdybym nawet przypadkiem
Spotkał cię na ulicy
Nie spojrzę na ciebie
Bo niby z jakiego powodu
Przecież nie będę już musiał
Mieć zastępczego boga
Bo ten prawdziwy będzie wreszcie
Na właściwym miejscu w moim życiu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz