Nie jestem idealistą, jestem realistą.
Może ta postawa wynika z faktu,że po prostu nie jestem postawny?
Uroda też raczej urąga ideałom piękna,
a umysłowość - cóż... idealnie przeciętna.
Te wszystkie wady mają jedną zaletę:
patrzę na świat z wyrozumiałością.
Ponieważ nie jestem wyniosłym pięknoduchem,
nie staram się (już) niczego zmieniać
na siłę ani łagodnie, nim nie zrozumiem,
dlaczego tu jest tak a nie inaczej.
Nie przewodzę rewolucjom, bo nie mam
tej pysznej pewności, jak powinno być
lepiej. Zamiast niszczyć co zastałem,
staram się o synergię lub choć refleksję.
Ktoś krzyknie: "konformista!" - o nie nie,
ideały, w które wierzę, nie podlegają
kompromisom. Jeśli jestem za ochroną
poczętego życia, nie mogę tego robić
w połowie, trzech czwartych albo nawet
na dziewięćdziesiąt dziewięć procent,
bo nawet jedno jedyne małe przyzwolenie,
przymknięcie oczu, uczyni mnie hipokrytą,
a ten epitet jest dla mnie najgorszy. Myślę,
że Bóg najbardziej brzydzi się zakłamania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz