Wszystkich Świętych. Wybrałem się na cmentarz odwiedzić zmarłego Ojca. Nie minął jeszcze rok. Wspomnienia ciągle żywe. Wybaczenie pełne. Kochałem Go. Myślę, że z wzajemnością. Na pewno tak.
Jednym okiem zerkam na nagrobki, choć akurat drogę pamiętam bardzo dobrze, drugim staram się wyłowić w tłumie jakąś znajomą twarz z dzieciństwa, młodości. Podwórka czy klasy.
Minąłem dziewczynę - pamiętam ją ze szkoły podstawowej. Nic się nie zmieniła, a jest przecież moją rówieśnicą. Nigdy nie zamieniłem z nią słowa, nie poznaliśmy się, choć widywałem ją przez osiem lat, więc i teraz zachowałem milczenie, a ona nawet na mnie nie spojrzała. Zupełnie jak kiedyś. Rozglądam się dalej. Nic.
Wtedy zrozumiałem dramat starych ludzi. Tych, którzy samotnie spędzają ostatnie lata, miesiące lub dni. Dla nich świat jest coraz bardziej obcy. Zaczynam doświadczać tego samego. Znane miejsca zmieniają się, nie ma dawnych sklepów, powstały nowe budynki w najmniej oczekiwanych miejscach, zaburzając mi starą mapę wyrysowaną w głowie, a ludzie? Jacyś tacy nieznani, obcy, młodzi... nikt nie mówi "cześć!", nikt nie pomacha ręką z chodnika po drugiej stronie ulicy. Gdzie oni wszyscy są? A przecież nie mam stu lat tylko połowę mniej. Z paroma wyjątkami, przecież wszyscy nie wymarli! Czy tak się zewnętrznie zmienili, że już ich nie poznaję? Czy ja się aż tak zmieniłem, że nikt mnie nie poznaje? Moja maleńka ojczyzna już nie jest moja. Obecnie należy do innych. A oni patrzą na mnie podejrzliwie, gdy im się przyglądam przez jesiennie wilgotne szkła okularów. I jedynym punktem łączącym mnie z tym miejscem była przez chwilę znajoma Nieznajoma, dziewczyna z podstawówki. Dziewczyna, bo jakoś nie mogłem w niej zobaczyć dojrzałej prawie pięćdziesięcioletniej kobiety. Myślę, że w ogóle w moich dawnych czy obecnych przyjaciołach i znajomych nigdy nie zobaczę staruszków czy staruszek. W pewnym sensie są poza czasem. Taka namiastka wiecznej młodości. Albo przedsmak prawdziwej wieczności.
05.11.2022
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz