Zmantrowałem sobie życie
Grając w węża zjadającego czakry.
Guru nie powiedział, czym się to kończy.
Obiecywał spokój umysłu i harmonię życia.
Wspominał też coś o dostatku, że niby
Na niego zasługuję, bo taka karma.
Gdy wąż sunął wzdłuż mojego kręgosłupa
Zdobywając punkty przybliżające do oświecenia,
Zaślepiony sukcesami nie zauważyłem
Utraty części siebie:
Miłości, współczucia i życzliwości.
Pogrążony w samoubóstwieniu
Nie dostrzegałem nikogo innego.
Nawet nie byłem przekonany,
Że ci inni realnie istnieją,
Więc nie przejmował mnie ich los.
Wiłem się na macie i poza nią
Jak oportunistyczny śliski wąż
I korzystałem garściami, brzuchem
I podbrzuszem z uroków życia.
Nie robię nic złego - myślałem -
Bo przecież ten świat to tylko iluzja.
Oświecenie przyniosło mrok i rozczarowanie.
Straciłem grunt pod nogami,
Więc myślałem o innym punkcie podparcia:
Sznurze od żelazka umocowanym do haka od żyrandola...
Nie wiem, czy będę w stanie poskładać
Rozsypaną układankę osobowości,
Bo mam wrażenie, że brakuje coraz więcej elementów,
A obrazek ze wzorem gdzieś się zapodział.
24.11.2022
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz