rano słońce rozetnie zasłonę w oknie
i grot włóczni wbije mi w policzek nie dając wyspać się w sobotę.
Wtedy odwinę z szyi kabel od słuchawek
co się okręcił wokół niej jak pępowina
i niedotleniony uniosę ciało na łokciach.
Łóżko cicho jęknie i zaciśnie zęby z bólu
bo dźwiganie mnie jest już ponad jego siły.
Powlokę się do łazienki i przestraszę
widząc w lustrze bezmyślną twarz zombie
która będzie mi towarzyszyć do wieczora
gdy w końcu moje doczesne szczątki
ponownie złożę na marach i na uszy
założę słuchawki z odgłosami burzy
licząc że może tym razem piorun nie chybi.
22.03.2025
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz