Nie, to nie tak, że wraz z rozstaniem
utraciłem jakąś część siebie.
Byłem kompletny, bo ty uciekając
tylko mnie oślepiłaś miedziano złotym błyskiem.
Odrzuciłaś kolor włosów
jak jaszczurka zwinka ogon albo kosarz kończynę,
wykorzystałaś moją dezorientację
i pobiegłaś do lepszego życia.
A ja, starając się zagęścić
twój rozmazany obraz do realnej obecności,
tak długo nagarnialem go rękami do siebie
aż utonąłem w lepkiej mazi.
A ona zestaliła się i stała użyteczna.
Teraz pełno kawałków mnie
latem na straganach z pamiątkami,
na których chłopcy kupują
dziewczynom serduszka na rzemyku,
a one pocierają nimi o miękkie materiały,
przyciągają paprochy i cieszą się głupie,
że to z prawdziwego bursztynu.
14.03.2025
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz