Znów z niepokojem zamykam oczy
(Choć wcale nie boję się ciemności)Bo gdy noc zza horyzontu kroczy
Nadchodzą i oni - nieproszeni goście
Czują się w głowie bardzo swobodnie
Bezbłędnie znają rozkład pomieszczeń
Trafią do kuchni gdy będą głodni
A potem zaczną rządzić się we śnie
Zaczną odgrywać scenki z przeszłości
Takie o których nie chcę pamiętać
Robią to po to by sprawić przykrość
Bo przecież naprawić nic się już nie da
Jest jednak coś gorszego jeszcze
Gdy w moim śnie pojawia się Ona
Bo tracę wtedy rozumu resztki
I myślę że uda się z nią od nowa
Aż nagle wyją syreny fabryczne
Jej postać znika jak bańka mydlana
Już nie jest wtedy tak idyllicznie
Bo po raz kolejny dałem się nabrać
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz