niedziela, 12 czerwca 2022

I&I

(antypsalm)

Ja:
Boże, mój stwórco,
Mój ciemiężco,
Mój sędzio,
Mój kacie!...

Mam już serdecznie dość
Słuchać, jak cię obrażam
Myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem.
I to wszystko ma być moja wina.
Ile razy cię szczerze prosiłem
Abyś uleczył mnie z moich słabości?
Ale tobie było wiecznie mało
Hołdów, modlitw i aktów strzelistych.
Wolałeś patrzeć, jak się sam ze sobą zmagam,
Jak sam sobie wyłamuję ręce i kopię po kostkach,
A kiedy padałem w narożniku zbity jak pies,
Nie obmywałeś mi rozbitych warg,
Nawet nie szeptałeś słów otuchy,
Bo wtedy nie było cię przy mnie.
A kiedy miewałem już dość, ty
Przez swój mały głośniczek szeptałeś
Syczącym głosikiem "Tak nie można!..."
Mało jeszcze osób skrzywdziłem?
Czy nie dość już złamanych przeze mnie
Obietnic poprawy? Nadal cię to bawi?

Mam pomysł - zróbmy to po chrześcijańsku.
Ześlij na mnie w swej łaskawości
Śmiertelną chorobę i zabij mnie.
Może nawet boleć. Przywykłem.


Jah:
Co ty wygadujesz!
Nie mogę pojąć, a jestem Wszechmogący,
Czym sobie zasłużyłem na taką opinię
U ciebie, moje ukochane dziecko!
Czyżbyś był zazdrosny o to, że
Każde moje dziecko jest ukochane?
Nawet to, które byłbyś w stanie zabić
W sporze, na wojnie lub w zwykłej kłótni?
Nie bądź jak Kain, którego też kocham
Równie mocno jak ciebie i to pomimo jego zbrodni.

Dziecko ukochane, nigdy bym cię
Nie zostawił samego. Tylko ty często Unikałeś mojego wzroku, mojego glosu
I mojej dłoni.
Czy ty myślisz, że ja się naprawdę brzydzę ciebie i twoich słabości?

Nigdy nikogo nie okłamałem, więc i ciebie
Też nie, mówiąc że znam cię jeszcze sprzed stworzenia świata. Tak! Już wtedy byłeś dla mnie ważny! Jak wszystkie moje
Dzieci. Hołdy? Ja od ciebie chcę tylko miłości. Nawet ułomnej, niestałej jak Kefasa. Tylko tyle!

Coś ci powiem: pamiętasz, jak siedziałeś
W oknie na dwunastym piętrze wychylony
Do połowy? Kto cię wtedy ściągnął?
Oni nie, on się z ciebie śmiał, a ona
Patrzyła na ciebie z politowaniem.
Gdybyś wtedy skoczył, martwiliby się tylko tym, 
Że będą przesłuchiwani przez policję.

Kto cię wyreklamował od wojska?
Kto cię wspierał, byś wrócił do liceum
I zdał maturę? Kto zachęcał do studiów?
Kto uwolnił cię od nieudanego małżeństwa?

Dziecko, nie byłeś też sam z tym, 
Co cię niszczy. Faktycznie, nie było mnie
W narożniku, bo nie wypuściłeś mnie
Na arenę! Wolałeś udowadniać,
Że sam sobie poradzisz. 
Ale ja wtedy oglądałem twoje zmagania
Na telebimie pod halą.
I szczerze ci kibicowałem!

Dziecko, przyjdź do mnie i usiądź
Na moich kolanach. Wypłacz się,
A ja pocałunkiem osuszę twoje łzy.
A potem, już w spokoju razem coś wymyślimy.
I pamiętaj - Ja jestem Trójcą,
A co trzy głowy, to nie jedna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Publikacja w Akancie