Już ci nigdy nie poświęcę ani wersa,
Nie chcesz mnie znać? I dobrze! Vice versa!
Twoja pycha, choć rozdyma cię jak balon,
Nieznośnie jak beton nad głową ciąży.
Z podobnych sobie kukieł stworzyłaś salon:
Gniazdo jadowicie uśmiechniętych węży.
Czczą gadaniną zagłuszasz pustkę duszy,
Stałaś się dla siebie celem samym w sobie.
Czy ciebie coś jeszcze umie dzisiaj wzruszyć?
Czy będzie komu zapłakać nad twoim grobem?
Gówno mnie to dzisiaj obchodzi.
Wracam do siebie. Piwo się chłodzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz