Stary Werter siedzi w fotelu na kółkach. Milcząc żuje mechanicznie suche biszkopty. W białej sali panuje gwar. Pozostali pensjonariusze zajęci są grami towarzyskimi, rozmowami, a niektórzy gapią się w migoczący telewizor z wyłączonym dźwiękiem. Lecz jemu to wszystko nie przeszkadza. Nawet tego nie rejestruje żadnym z dostępnych człowiekowi zmysłów.
Werter nie pamięta, jak się tu znalazł. Ostatnie zakodowane wrażenia zmysłowe to huk i ból w skroni. I nieznośnie dłużący się czas nim stracił przytomość. Następne wydarzenia nie zostały prawidłowo zapisane w uszkodzonym mózgu. Jak we mgle widzi czasem przerażoną twarz Wilhelma ("kto to jest?..."), czerwoną plamę na dywanie w jakimś wytwornym salonie, słyszy wycie syren pogotowia. Poza tym nic. Choć niezupełnie, ale o tym później.
To "nic" ciągnie się już latami. Śladem minionych zdarzeń jest asymetria czaszki w postaci nieznacznego wgniecenia po prawej stronie. I milczenie. Werter od lat nie odezwał się ani słowem. Nie komunikuje żadnych oczekiwań czy próśb. Bezwiednie poddaje się zabiegom higienicznym. Je wszystko czym jest karmiony. Ale nie szuka kontaktu ze światem zewnętrznym. Nawet nie wie, że do wiadomości opinii publicznej podano, że strzał był śmiertelny. Bliscy uczynili to, aby uniknąć skandalu. Tak więc teoretycznie Werter nawet nie istnieje.
Jednak ma on swoją tajemnicę. (Oczywiście pielęgniarze ją znają. Muszą wiedzieć wszystko o swoich podopiecznych dla ich dobra.) Całymi dniami ściska kurczowo srebrny otwierany medalion. Wieczorem, kiedy jest już w swoim pokoju po kolacji i myciu, rozchyla go i wpatruje się w wyblakłe zdjęcie Lotty. Na pierwszy rzut oka nic tam konkretnego nie widać. Ale Werter z prawie niezauważalnym uśmiechem gładzi opuszkiem palca wskazujacego miejsce, gdzie kiedyś były widoczne złotomiedziane włosy. I tak zasypia. Stary Werter mocno śpi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz