Nie wiem, o czym pisać,
Wena opuściła.Słowa nie chcą się układać,
Nie zmuszę ich siłą.
Moralne niepokoje,
I serca porywy,
Zmienne nastroje,
Rozwiane końskie grzywy,
Wszystko to już było.
Boże, jaka nuda! ...
Tyle się tego namnożyło,
Jak przez jakieś cuda!
Może o czymś zwykłym,
Codziennym, powszednim?
Do ód nienawykłym,
Skromnym, lecz potrzebnym?
Może o zmywarce?
Poczciwe stworzenie.
Nie w głowie jej harce
I nie zna wytchnienia.
Podzwania sztućcami
Jak na śniegu sanie,
Wystukuje talerzami
Dziki skoczny taniec.
Garnki dudnią głucho,
Słychać bulgot wody.
Potem wyjmę wszystko suche
I koniec przygody.
Taki wiersz mi się napisał
Sam z siebie zupełnie.
Głupszego bym już nie umiał,
Nie szukaj w nim głębi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz