Przegapiłem znaki wróżebne krzyczące głosem donośnym niczym dosadna cisza po wybuchu. Byłem zbyt młodym adeptem nauk tajemnych, by je dostrzec, zrozumieć i ułożyć przepowiednię. Dopiero tak naprawdę wchodziłem w dorosłe życie.
Nie zauważyłem, że przestajesz być dziewczyną, a stajesz się kobietą.
Że nie wierzysz już w bajki. I że coraz chłodniej patrzysz na świat.
Nie dostrzegłem różnicy w sposobie podnoszenia brwi czy marszczenia czoła, a zmęczenie mną widoczne na twarzy brałem za wyraz troski o matkę ziemię i wszystkie cierpiące żywe istnienia.
Zaczęło ci być zbyt ciasno w zwiewnych hippisowskich szatach, bo przestał już bawić młodzieńczy niby nonkonformizm - to wtedy twoje błękitne oczy nabrały niepokojąco stalowego odcienia.
Zajęło mi prawie trzydzieści lat zrozumienie, że niechęć do mnie to w gruncie rzeczy nic osobistego. I ma bardzo prostą przyczynę: jestem reliktem, zakurzonym okazem przypominającym o czasach, które wolisz zapomnieć. A ja myślałem, że mnie nienawidzisz. Co za ulga.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz