Co wieczór oddawałem się rytuałowi
Przywoływania ciebie z czasu zaprzeszłegoNiczym wojskowy poległych na apel
Zasypiałem w wirtualnym namiocie
W deszczową noc
Choć za oknem ani kropli na chodniku
Taką potęgę mają nagrania
Tak zwanego białego szumu
Jednak moje starania były bezowocne
Nie zjawiałaś się i nie rozpychałaś
W swoim nieistniejącym śpiworze
Nie szeptałaś do mnie
Przestraszona nagłym gromem
Jak wtedy na Jurze
Mania zmęczyła mnie już do granic wytrzymałości
No bo jak długo można znosić własne szaleństwo
Pieprznąłem namiot w krzaki
I już nigdy do niego
Nie powrócę
Bez prawdziwej ciebie
Ale ciebie już nie ma
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz