poniedziałek, 26 września 2022

No ileż można???

Moje wiersze są nic nie warte
Tylko zadeptują szlaki utarte
I na co komu to całe pisanie
Przecież ty wcale nie czekasz na nie
Marnuję czas rozpraszam energię
Wszystko przez głupią fanaberię
Chciałem ci kiedyś zaimponować
Teraz bym wolał cię zamordować
Nie zrobię tego z powodów etycznych
Jakkolwiek to zabrzmi idiotycznie
Lepiej po prostu przestanę pisać
Bo coraz bardziej zaczynasz mi zwisać
Ta rymowanka wszystko wyjaśnia
Już się nie będę więcej zbłaźniać


26.09.2022

wtorek, 20 września 2022

środa, 14 września 2022

Powiedz mi, proszę!

Jak to jest kochać nienawidzić?
Pytam ciebie, bo masz w tym wprawę,
Przez lata nabrałaś prawdziwej biegłości:
Nienawidzisz normalności,
Więc szukasz bez końca nowych wrażeń;
Nienawidzisz myślących inaczej,
A pieprzysz o tolerancji;
Nienawidzisz własnych rodziców,
Bo nie dbają maniakalnie o zdrowie jak ty.
Nienawidzisz własnych dzieci tak bardzo,
Że wyjaławiałaś się, żeby ich nigdy nie mieć.
Nienawidzisz mnie i jeśli już o mnie wspominasz,
To wyłącznie parząc jadem.
To wszystko daje do myślenia i wiesz co?
Ty przede wszystkim nienawidzisz siebie.


14.09.2022

sobota, 3 września 2022

Modlitwa tabu

Modlę się za ciebie codziennie
Nierozmawianiem o tobie
Niemyśleniem o tobie
Odwracaniem uwagi od ciebie
Niepamiętaniem o tobie
Nieoglądaniem twoich zdjęć
Nieopowiadaniem anegdot o tobie
Nieinteresowaniem się co u ciebie
Nietęsknieniem za tobą
Niełączeniem cię z czymkolwiek
Mam nadzieję że zdążysz odnaleźć Boga
Wcześniej niż w ostatniej chwili
Bo nie wiem ile jeszcze czasu
Zdołam się tak umartwiać
Choć jeśli trzeba będzie
Poświęcę na to całe życie


03.09.2022

piątek, 2 września 2022

Wieczorem

A gdy nadchodzi zmierzch co piaskiem drażni oczy
W ciszy wyciągam z pawlacza stary gobelin naszego życia
Utkany z gładkiego jedwabiu i szorstkich powrozów
Krawieckimi nożycami wycinam najpiękniejsze fragmenty
Pajęczą nicią zszywam z nich pachworkowe sny
A potem wypuszczam je z balkonu jak papierowe samoloty
Mając nadzieję że kiedyś do ciebie dolecą
W mgiełce babiego lata i wplączą ci się we włosy
A wtedy...


02.09.2022

środa, 31 sierpnia 2022

Raport

Przyszedłem pożegnać się z tobą.
Zaocznie, bo nie mogłaś do mnie zjechać,
Choć winda jest sprawna. Wiem to,
Widziałem przez okna na klatce schodowej.
Zaocznie, bo od dawna już tu nie mieszkasz.
Siedzę pod potworem urbanistycznym,
Który wydawał mi się kiedyś piękny,
Bo ty w nim byłaś - kwiat na pustyni
Socjalistycznego osiedla mieszkaniowego.
Był też groźny. Pamiętasz, jak kiedyś
Zostałem pobity? Teraz nikt się mnie nie czepia,
Nawet ludzie omijają mnie w pewnej odległości
Oglądając się dyskretnie. Pora jest późna,
A przechodnie nie znają moich intencji.
Nikt mnie już nie pamięta i nie poznaje.
Mnie też jest tu obco. Nawet światło
Na dwunastym piętrze świeci się jakoś inaczej.
Ale gdzie miałem przyjść, skoro nie znam
Twojego aktualnego adresu?
Czuję się jak podróżnik w czasie,
Którego wehikuł został niewłaściwie skalibrowany.
Dociera powoli do niego, że misja się nie powiodła,
Zaś powrót jest niemożliwy.
Dlatego tym bardziej muszę cię pożegnać.
Bo nie spotkamy się nigdy
Nigdy.............
Nigdy.............
Nigdy.............
Nigdy.............
Nigdy.............

Transmisja przerwana


31.08.2022, godz. 22.00

poniedziałek, 29 sierpnia 2022

Szkoda zdrowia i czasu

Wiersze o minionej miłości
Psychiczna masturbacja
Akt przeciw naturze
Nie wyzwala
Potęguje frustrację
Daje chwilową ulgę w samotności
Potem chwyta za gardło i wpija palce w oczy
Wyciskając z nich łzy jak kwas z cytryny
Kwas wytrawia smutne bruzdy
Wykrzywia usta nadając twarzy
Groteskowy wygląd cierpiętnictwa
Przenika warstwy ciała i wsiąka w serce
Nie pozwalając mu się zagoić
Pisanie to też żadna autoterapia
To rozpamiętywanie i idealizowanie
Nieidealnej
A ona i tak cię nie przeczyta bo tyle ją obchodzisz
Co modelkę w magazynie pornograficznym -
Zrobiła już swoje i swoje odebrała
Reszta nie zajmuje jej uwagi


29.08.2022

piątek, 26 sierpnia 2022

rysa pęknięcie rozdarcie

istoty polskojęzyczne z obcą mentalnością
utykają wyraźnie na lewą nogę
jest ich coraz więcej
może już wytworzyły poczucie odrębności narodowej
bo szczerze nienawidzą aborygenów
od których się ewolucyjnie wywodzą
jednocześnie deklarując przywiązanie
do ich wartości i tradycji
lecz tam gdzie zdobyły przyczółki
zaczynają kulturkampf
wypalając śmiechem i drwiną
po końce korzeni miejscowe obyczaje
wiarę w Boga który wszedł w historię
zastępują czymś niejasnym
niedookreślonym i milczącym
godzącym się na wszelkie ludzkie chcenia
a może doskonale na nie obojętnym
więc same stały się bogami i wolno im wszystko
dlatego każdą własną podłość wybielą
artykułem w wydawanej przez siebie gazecie
jak męczennicy szaty we krwi Baranka
a pajęczyną z kłamstw omotają słabsze umysły
powiększając w ten prymitywny sposób
własną populację o kapo i folksdojczy
panicznie boją się zdemaskowania więc oskarżają kraj
którego obywatelstwo formalnie posiadają 
nie czując z nim żadnej wspólnoty
przed obcymi o każdy możliwy grzech
wypluwając przy tym słowa ojczyzna wolność patriotyzm
niejedno mam za uszami
wiele grzechów popełnilem
lecz się do nich nie przyłączę
nie będę szmatą do podłogi
w ich luksusowych rezydencjach


26.08.2022

środa, 24 sierpnia 2022

Niesamowite!

Kij w szprychy
Kij do krykieta
Kij w mrowisko
Kij bilardowy
Kij do połknięcia
Kij na psa
Kij od szczotki
Kij bejzbolowy
Kij żebraczy
Kij hokejowy
Kij do marchewki
Kij w oko
Kij narciarski
Kij deszczowy
Kij samobij
Kij wie, co jeszcze...
Kij ma wiele zastosowań.

24.08.2022

czwartek, 18 sierpnia 2022

Jak to będzie?

A kiedy już się z ciebie wyleczę
I głodny ołtarz posiwieje kurzem,
Żerców wybiję, twój chram zburzę,
Ziemię odkażę solą i mieczem -
Co wtedy?

Gdy umysł wreszcie spokój odzyska,
Ciśnienie i tętno dojdą do normy,
Świat przyoblecze właściwą formę,
Żyły zaszyte przestaną krwią tryskać -
Co wtedy?

Czy się odnajdę w rzeczywistości,
Która nareszcie dojdzie do głosu,
A może żyć w niej będzie nie sposób,
Bo tu nie miejsce dla wrażliwości -
Co wtedy?

A jak mnie zawoła głos syreni,
Słyszalny tylko pod czerepem
I zbałamuci znanym śmiechem,
Otoczy znów korowód cieni -
Co wtedy???


18.08.2022

niedziela, 14 sierpnia 2022

Pseudo komunia

Możesz sobie dziś ze mnie szydzić
Możesz i w głos się ze mnie śmiać
I tak się będę się za ciebie modlić
Choćby to miało do śmierci trwać

Prawdziwa zostałaś w małej karteczce
Którą schowałem złożoną na dwoje -
W niej ukryta jak w hostii bluźnierczej
Bezgłośnie wymawiasz imię moje

Gdy jest w dłoni czuję twoje serce
Bo bije radosnym oczekiwaniem
I moje od razu wciąż prędzej i prędzej
Pragnie jak wtedy z tobą spotkania

Wzruszenie wsiąka w papier jak krew
(Jak dobrze że łzy koloru nie mają)
Bo życie skończyło już naszą grę
Na cztery ręce -  kontrakt zrywając


14.08.2022





sobota, 13 sierpnia 2022

To nie było potrzebne

Nie musiałem płakać
Deszcz mnie wyręczył
Nie musiałem wyć z bólu
Zrobił to wiatr
Nie musiałem rozpaczać
Bo pękło niebo
Nie musiałem umierać
Zatarł mnie czas


12.08.2022

piątek, 12 sierpnia 2022

Po co to wszystko

Nigdy cię do siebie nie przekonam
Niczym tamy w sercu już nie zburzę
Bo ty nie uznajesz tanich wzruszeń
Więc i ten wiersz tego nie dokona

Choć obecnie nie znasz mnie już wcale
Formułujesz sądy negatywne
Jakbym wszystkim wokół czynił krzywdę
A ja się ze wstydu tylko palę

Czymże zasłużyłem na pogardę
Skąd u ciebie tyle jest agresji
To niestety wcale mi się nie śni
Łykam łzy i przygryzam dolną wargę

Jeśli jestem ci tak obojętny
Po co mną zaprzątasz sobie głowę
Dobrze wiesz że się o tym dowiem
I zaboli w sposób niepojęty


12.08.2022

środa, 10 sierpnia 2022

Pragnienie

(dorosłe dziecko Brzechwie)

Pewna muszla klozetowa
Odezwała się w te słowa:
Jestem taka estetyczna
Dusza we mnie jest liryczna
Mam urodę eteryczną
Nadto bardzom akustyczną
Czystą, świeżą, higieniczną
Barwa moja jest klasyczną
Więc
Oto, co chcę rzec:
Egzystencję zacznę nową
Będę muszlą koncertową
Dźwięki trąb są mi nieobce
A i innych tonów gama
Nie ucieknie na manowce
I nie ważne, czy to dama
Czy włościanin, co gumowce
Wzuwa rano by w oborze
Zadbać o stworzenia boże
Ja ich wszytkich wciąż nagłaśniam
Chyba, że się przy tym zatkam.


10.08.2022

Odpowiedź retoryczna

Zapytałaś ją z przekąsem,
Co mogę zaoferować kobiecie.
Kobiety to ponad połowa ludzkości,
Więc skupmy się na konkrecie: tobie.
Udam głupiego i ci jednak odpowiem,
Ale tylko we własnej wyobraźni,
Poza tym to było pytanie retoryczne:

Nic.

To co mogłem, rozdałem innym kobietom,
Bo ciebie już nie było
I zostałem z wiecznie niespłaconym kredytem odnawialnym
Oraz dożywotnim długiem zaciągniętym u twojego pracodawcy
Na bardzo małe i niezbyt wygodne mieszkanie.
Ale ty masz już wszystko, niczego ode mnie nie potrzebujesz.

Aha, jedyne co dziś mam ci do zaoferowania
To słuchanie.
Nie będę się ośmieszać proponując romans,
Nie będę nadużywać poczty elektronicznej
Ani numeru telefonu,
Nie wyślę ci więcej żadnej szmiry mojego autorstwa,
Nie będę cię oceniać, masz swoją historię
Tak samo jak ja swoją, a one
Rozeszły się dawno temu
I teraz każde z nas opowiada inną.
Ale ja wierzę, że można się przyjaźnić
Pomimo głębokich różnic,
Bo jesteśmy ludźmi, potomkami tej samej
Mitochondrialnej Ewy.

To jest retoryczna odpowiedź,
Która nigdy nie padła,
Bo jej nie oczekiwałaś.


10.08.2022

poniedziałek, 8 sierpnia 2022

Podwójne życie

A kiedy wreszcie zapada zmrok
I wszyscy porządni ludzie idą spać
Zrzucam z siebie dobre maniery
I staję się prawdziwym chuliganem

Czarnymi myślami maluję twarz
By mnie sąsiedzi nie rozpoznali
Odważnie pluję na chodnik pod domem
I nie sprzątam z trawnika psiej kupy

Pety ciskam obok śmietnika
Niebu wygrażam postarzałą pięścią
Gdy nikt nie idzie głośno przeklinam
Na klatce schodowej rozrzucam okruchy


07.08.2022

niedziela, 7 sierpnia 2022

Cała ty

Jesteś moim umieraniem
Długim bolesnym i bez końca
Asymptotą która nigdy nie zepchnie mnie
W niebyt. Cała ty. Wieczne igraszki.
Kiedy zorientujesz się że moje serce przestało pracować
Wykonasz nieszczery pojednawczy gest
Bylebym tylko nie przekroczył prostej linii
Świecącej na ekranie szpitalnego monitora
Żeby móc dalej mnie niszczyć.
A może to wszystko dzieje się wyłącznie
W mojej głowie.


07.08.2022

czwartek, 4 sierpnia 2022

nie mówi się co tylko słucham albo proszę

co tak głośno krzyczy?
chyba łabędź niemy
co wkurza najbardziej?
to mieszkańcy ziemi
co uwiera w bucie?
elastyczna wkładka
co zabija nudą?
beztreściowa gadka
co odbiera siły?
nadpodaż kalorii
co nie uczy życia?
zdarzenia z historii


04.08.2022

wtorek, 2 sierpnia 2022

coś ciągle jest nie tak

szukałem swojego mistrza
znalazłem wygadanego mitomana

szukałem kamienia filozoficznego
nie wynalazłem choćby soli fizjologicznej

szukałem sensu życia
nie znalazłem go nawet w umieraniu

szukałem w sobie nieskończoności
a odkryłem tylko zero

nie będę już szukać drogi do domu
bo ciągle trafiam pod twój adres


02.08.2022

poniedziałek, 1 sierpnia 2022

żebro

nie mogę przestać o tobie pisać
bo jesteś moim przekleństwem
bóg uśpił mnie i odebrał sens
w zamian dał żebro niepasujące
do niczego tylko uwiera w serce
nie dając zapomnieć
na cóż mi ono takie spod igły
skoro i tak umierając po kawałku ze smutku
każdego roku spłacam śmierci kredyt
mając nadzieję że zrobię to przed czasem
choć nie znam dokładnej sumy
nawet rodzice nie wiedzieli ile
zaciągając zobowiązanie w moim imieniu
ciekawe czy drobnym drukiem
była wzmianka o tobie


01.08.2022

wtorek, 19 lipca 2022

Ból fantomowy

Tęsknota za tobą to ból fantomowy
Bo nie jest prawdziwy
Za czym tak tęsknię gdy o tobie myślę?
Że niby kiedyś mnie kochałaś?
Albo ja ciebie?
Jesteśmy tylko ludźmi więc nasza miłość
To tylko wyobrażenie a nie czynienie
A dobre chęci nie wystarczają
Chyba że na bruk w piekle
Tak naprawdę tęsknię za miłością
Przed którą nie muszę niczego udawać
By być kochanym
Za taką która wie o mnie wszystko
I mimo to się mną nie brzydzi
Umiesz tak? Ja się ciągle uczę
I często oblewam egzaminy
Powtarzam rok a ściąganie nic nie daje
Mówią że taką miłością kocha tylko Bóg
To niedobrze bo ja nie wiem jak zacząć
Odwzajemnianie takiego kochania
Dlatego udaję przed Nim
Że nie mieszkam pod swoim stałym adresem
Żeby broń Boże(!) mnie nie znalazł
Bo mnie to wszystko przeraża zamiast cieszyć


17.07.2022

piątek, 15 lipca 2022

Niewolnicy

Niektórym odpowiada niewolnictwo
Choć codziennie podtykają innym pod nos
Rany od kajdan na przegubach rąk i nóg
Próbują brać na litość
Bliznami na plecach po bacie nadzorcy
Ale tak naprawdę uwielbiają zawodzić
W niewidzialnym chórze z takimi jak oni
W afroamerykańskiej konwencji call-responce:

O powtarzalności każdego dnia
I beznadziei trwania
O nocach bez miłości
I snach bez marzeń

Jeśli ci przyjdzie do głowy ogłosić im
Że niewolnictwo zostało zniesione
Nie rób tego pod żadnym pozorem
Nie warto - z nienawiści do wolności
Są gotowi linczować posłańców dobrej nowiny
Tak samo jak nie przesadza się starych drzew
Oni nie zmienią nawyków i sposobu myślenia
Bo sami siebie nie szanują
I zawsze znajdą jakąś wymówkę:
DDA, DDD lub inny skrót

15.07.2022

czwartek, 14 lipca 2022

Dekompozycja małżeńska

Nie całujesz mnie już w usta, już ci przeszło
I nie siadasz mi w tramwaju na kolanach,
Na spacerze nie obejmiesz mnie na pewno,
Bo, jak mówisz, tak publicznie nie wypada.

Przyniesione wczoraj kwiaty wazon dusi,
Jest za ciasny, a nie było nic większego,
Nawet wody im nie zmieniasz, tak cię nudzi,
Że istnieję - tyle lat! - i nic nowego.

W domu mnie nie zauważasz prawie wcale,
Chyba, że jest obcas do naprawy.
Kiedyś wszystkim ci imponowałem,
Dziś już nie chce ci się mnie pochwalić.

Twoja pościel - biała zaspa ścięta mrozem,
Leżysz pod nią przywalona martwą ciszą,
Parzy w palce, kłuje w serce, budzi grozę,
Chyba nie chcesz, żebym się do ciebie zbliżał.


14.07.2022

poniedziałek, 11 lipca 2022

Charakterystyka podmiotu lirycznego

Jestem zbyt nieśmiały
By wykrzyczeć ból na scenach
Nadmiernie wrażliwy
By go zmyć krwią na arenach
Za dobrze wychowany
By się z nim przed światem obnosić
A także za hardy
Aby właśnie ciebie o skrócenie cierpienia prosić

wtorek, 5 lipca 2022

Teraz mam pewność, że istniejesz

Przywróciłeś mi rozum,
Który nie wiadomo kiedy upadł na dywan
I niezauważalnie potoczył się w kurz
Pod komodą z Ikea -
Wszak jest wielkości orzecha włoskiego.
Nie zorientowałem się,
Że zacząłem działać wyłącznie pod wpływem emocji:
W głowie huczał ogień,
A serce to wybuchało jak wulkan,
To zastygało skute lodem.
Na szczęście odnalazłem go po dwóch latach
Podczas sprzątania.
Dziękuję Ci, Boże, że jesteś.


05.07.2022

poniedziałek, 4 lipca 2022

Nic nie szkodzi

Mała errata: niepotrzebnie się poprawiłem. Nie byłaś tylko jesteś największą pomyłką mojego życia. Wszystkie inne przy tobie bledną.


Dnia 04 lipca 2022 23:36 ... napisał(a):

Nic się nie stało. Rozumiem słowo "NIE" w całości i rozerwane na litery. Nie wiem, czemu traktujesz mnie jak faszystę, nie mam pojęcia, skąd ta nienawiść. Ale to już nie mój problem. Twoje zdanie o mnie przestało mnie interesować. W życiu nie znałem bardziej agresywnej kobiety od ciebie. W ciągu tych wszystkich lat nikt mnie nie traktował tak przedmiotowo. Ale i tak się cieszę, że kiedyś tam mogłem ci pomóc w dosłownie paru drobiazgach. Mam nadzieję, że zacznie cię to kiedyś uwierać w twoje zdechłe sumienie. Masz rację, spotkanie niczemu by nie służyło. Potwory udające ludzi należy omijać z daleka. Zabolało? No to teraz masz wreszcie realny powód, by mnie nienawidzić. Jesteś, nie - byłaś największą pomyłką mojego życia. Nie ma w tobie nic z człowieka. Jesteś zimną egoistyczną maszyną. A baterie się kiedyś zużyją.

Wysłano z aplikacji mobilnej WP Poczty

Narodzony na nowo

Zaczynam nowe życie!
Z konieczności będzie to
Życie wieczne

sobota, 2 lipca 2022

Tak było blisko...

(pastisz pseudoromantyczny)

Ukryłem sieć ze stalowych nici,

Podstępnych i mocnych jak pajęczyna,
Mając nadzieję, że cię pochwycę
I bliska już jest triumfu godzina.

Przynęta była nie byle jaka:
Głos ci od dawien dawna życzliwy;
Mój mógłby spłoszyć nadwodne ptaki
I w porę cię ostrzec w nurcie leniwym.

A ona, niewinna, narzędzie w mym ręku,
Bez wiedzy wciągała w potrzask śmiertelny
Ciebie. Trawiony gorączką udręki,
Skulony w pobliżu z łukiem napiętym,

Szukam okazji do posłania strzały,
Zatruwszy uprzednio grot samotnością,
Widzę - nadciągasz, więc ja pomału
Mierzę i modlę się o sposobność...

Sieć zdradziecko błysnęła w księżycu,
Co nagle i moją postać oświetlił,
Nie wywrę już pomsty, za krótkie życie,
I jeszcze zniknęłaś bezgłośnie wśród głębin.

02.07.2022

Tylko tyle

Marzy mi się z tobą rozmowa,
Tylko jedyna, naprawdę jedna,
Nie chcę zaczynać niczego od nowa,
Nie po to przecież ode mnie odeszłaś.

Mógłbym z tobą przegadać wieczności
Tak wiele pytań... - nie rób złej miny!
Uczyń mi proszę tę mała grzeczność,
A ja postaram się zmieścić w godzinie.

Chciałbym wiedzieć, czy mnie kochałaś,
Czy traktowałaś naprawdę poważnie,
I czemu całkiem wyrugowałaś
Moje istnienie ze swojej jaźni.

Młodość zamknęła za sobą drzwi,
Bardzo dyskretnie, w angielskim stylu.
Być może sercem nadal w niej tkwisz,
Dlatego mną gardzisz po latach tylu?

Dlatego proszę, usiądźmy do stołu,
Wzajemnie opatrzmy jątrzace się rany,
Każde z nas potem wróci do domu,
By żyć dalej zgodnie z własym planem.

02.07.2022

piątek, 1 lipca 2022

Jak ja jej nienawidzę!

Nienawidzę poezji
Ani śpiewanej
Ani recytowanej
Ani mlaskanej
Ani mamlanej
Ani patriotycznej podlanej krwią poległych
I obsypanej szkłem bolesnym obrazem dni
Ani zaangażowanej podlanej krwią
Krytycznych mas uciśnionych przez aparat opresji
Ani religijnej podlanej krwią zbawicieli
Ani antyreligijnej podlanej krwią wierzących w zbawicieli
Ani miłosnej podlanej krwią serdeczną
Tej co przędła jedwabne niteczki 
Myśląc o lubym aż się skaleczyła wrzecionem 
I umarła na sepsę
Ani erotycznej podlanej krwią menstruacyjną
Lub z defloracji
Ani oralnej
Ani analnej
Ani genitalnej
ŻADNEJ!

01.07.2022

czwartek, 30 czerwca 2022

Kim jest romantyk?

Nieudanym modelem człowieka,
W swej istocie zaprzeczeniem tego,
Co się na człowieka składa,
Bo dany nam rozum stawia wymagania,
Których romantyk nie respektuje:

Dozgonne służenie najgłupszej nawet sprawie,
Tylko dlatego, że z góry przegrana,
Jest obracaniem w perzynę zasad logiki,
Bo nie każdy ścigany przez wściekły tłum
Nie zasługuje na lincz,
I nie każda miłość godna jest samospalenia.

Romantyzm, chociaż autodestrukcyjny,
Jest w swej istocie pójściem na łatwiznę.
Zamiast codziennej żmudnej pracy
Proponuje fajewerki przed kamerami:
Widowiskowe samobójstwa,
Rzucanie obelg w stronę policjantów,
Kamieni w witryny drogich sklepów.
Wszystko w imię postępu i braterstwa,
Ale nie dla każdego.

Dlatego nigdy nie lubiłem romantyków:
I tych dawnych opiewających bohaterskie
Wysadzenie powstańczej reduty,
Które zresztą nigdy nie miało miejsca,
Ani tych niedawnych, którzy równali
Całe społeczeństwa w dół, pasąc się przy tym
Jak gzy i kleszcze,
Ani tych współczesnych, nie respektujących
Zasad optyki, a walczących o prawo
Do bycia dumnym ze spraw mocno wstydliwych.


30.06.2022

(Bez)względność czasu

Brak poczucia czasu...
Mam to odkąd pamiętam.
Spóźniłem się na egzamin wstępny do liceum
Z matematyki - co za ironia!
Pomiar czasu to też przecież matematyka.

Nie zdążałem na ważne spotkania czy do pracy,
Ale puktualnie trafiałem do nieodpowiednich miejsc
I na niewłaściwych ludzi.

Przypuszczam, że na własny pogrzeb
Też się spóźnię.
Będą musieli zacząć beze mnie.
Jakież to symboliczne.


30.06.2022

wtorek, 28 czerwca 2022

Wiecie, kiedyś miałem marzenie

Dożyję do setki. Jako dziecko byłem wrogiem palenia. Jako młodzieniec odrzuciłem na kilka lat jedzenie mięsa. Między innymi niby dla zdrowia. I wiecie co? Jestem przerażony współczesnym światem. Nie chodzi nawet o wojny! Mój sprzeciw budzi rewolucja obyczajowa. I idąca za nią patologizacja języka i znaczeń. Sztandarowa tolerancja ma obecnie znaczyć bezwarunkową akceptację dla zboczeń. Zboczeńcy oczywiście nie muszą być tolerancyjni. To są nowi nadludzie i im wolno więcej. Dyplomacja oznacza lizanie dupy tym mordercom i satrapom, z którymi rządzący prowadzą interesy. Mam być zadowolony z wielości kultur "pod jednym dachem". Tylko, że niektóre kultury są gotowe wyrżnąć pozostałe, jeśli tylko zdobędą przewagę. Papież, który powinien w sposób jasny i jednoznaczny bronić zasad moralnych, bredzi tak, że potem trzeba go tłumaczyć zniesmaczonym, co niby naprawdę miał ma myśli. Jakoś Jan Paweł II nie wymagał interpretatorów. Kiedy byłem w zdecydowanej opozycji do Kościoła i chciałem żyć po swojemu, w życiu mi nie przyszło do głowy, aby być z tą jedyną i ukochaną bez jakiejkolwiek formy ślubu! Świat w ciągu prawie trzech dekad stał mi się obcy. Ten stan się pogłębia. Obawiam się, że gdybym dożył tej wymarzonej kiedyś setki, otaczaliby mnie wyłącznie osobnicy innego, nowego już gatunku homo, z którymi nie będę mógł już się zupełnie porozumieć na poziomie leksykalnym oraz, co smutniejsze, semantycznym. 

Koniec historii

Być może kiedyś, w późnej starości
Nasze drogi znowu się zejdą,
Może na ławce, może w kościele,
A może w zupełnie innym miejscu.

Popatrzysz na mnie zza grubych szkieł,
Potrząśniesz już mniej bujnymi włosami,
Uśmiechniesz się nawet nieco zalotnie,
Błyskając nie całkiem własnymi zębami.

A mnie serce zabije znów mocniej,
Choć lekarz stanowczo zabronił wzruszeń,
Nieśmiało wtedy podejdę do ciebie
I dłoń twoją w ciszy do ust podniosę.

Tak posiedzimy milcząc wymownie,
Bo słowa będą już niepotrzebne,
Moja ręka twoją delikatnie uściśnie,
To będzie nasze ciche wesele.

I już zawsze będziesz młodą dziewczyną
Z błyskami w oczach, rudawymi lokami,
Noskiem uroczo zmarszczonym jak wtedy...
Boże, zachowaj mnie od tego nieszczęcia!

...holizm

Zrobiłem pierwszy krok ku wyzwoleniu
Przyznając się przed sobą
Że jestem niewolnikiem nałogu
Chcę wytrzeźwieć i odzyskać
Utraconą dwadzieścia dziewięć lat temu
Kontrolę nad własnym życiem
Zewnętrznym i wewnętrznym
Nie chcę już rozpamiętywać
Ani pytać dlaczego
Nie zamierzam więcej kultywować
Dawnych wspólnych rutuałów
Które ty już dawno porzuciłaś
Pragnę zobojętnieć na nazwy miejsc
Kojarzących mi się jeszcze wyłącznie z tobą
Niech brzmią w moich uszach obojętnie
A najlepiej obco
Bym kiedyś mógł odkryć je na nowo
I nie cierpiał z tego powodu
Nie będę już twoim niechcianym satelitą
Nie odbiję jak zmętniałe stare lustro
Dawno zgasłego światła
Bo nareszcie przestałaś być gwiazdą
Teraz będę nią ja
Zaświęcę własnym blaskiem
I ogrzeję ciepłym oddechem tych
Którzy czekają na moją miłość
Już ich więcej nie zawiodę
Bo będę wreszcie należeć do siebie

28.06.2022

niedziela, 26 czerwca 2022

To my

My bezcielesni
Nie oddziałujemy grawitacyjnie
Bo nic nie ważymy 

Nie posiadamy żadnej gęstości
Dlatego wszyscy się mieścimy
Na łebku od szpilki 

Jesteśmy tylko mglistym
I być może niechcianym wspomnieniem
Jak echo powidok lub cień 

To my odpowiadamy za déjà vu
Sny o lataniu
I o spadaniu w przepaść


26.06.2022

środa, 22 czerwca 2022

Pogo-go club

Before:
Dziewczyny-słodkie maliny
Chłopaki-wolne ptaki

***

Botoks, fitness, forsa, hedonizm, 
Joga, kariera, korpo, medytacja,
Moda, siłownia, SPA, sterydy, 
Sylikon, tatuaże, weganizm, zen

***

After:
Kobiety-żylety
Faceci-atleci


22.06.2022

wtorek, 21 czerwca 2022

Pozer

(erotyk)

Wiesz, nigdy nie byłem
Prawdziwym punkiem,
Nie miałem jaj.
Kiedy twoja matka dobijała się
Wieczorami do nas ze słowami:
"Słuchaj, czy twoi rodzice nie denerwują się,
Że tak długo nie wracasz",
Należało odpowiedzieć:
"Zaraz wychodzę, tylko skończę
Posuwać pani córkę",
Nawet jeśli do niczego nie doszło.


14.06.2022

jak mnie kochasz?

najpierw kochałem cię jak Dziewczynę
a gdy gładziłem twoje złotorude włosy
nieznana mi wcześniej energia
rozpaliła mózg do czerwoności
i zakłóciła normalną pracę serca

kochałem cię jak Kobietę zbyt wcześnie
z wszelkimi tego konsekwencjami
dobrymi i złymi aż do rozstania włącznie
bo pieczęć nie była jeszcze nałożona
kapłan nie udzielił błogosławieństwa

kochałem cię jak Siostrę choć wolałem
pokochać jak Przyjaciółkę ale na to mi
nie pozwoliłaś
i chociaż bratu nie mówi się wszystkiego
towarzyszyłem ci w twoich sukcesach
pocieszałem w smutku

pokochałem cię jak się kocha Dziecko
krnąbrne i przemądrzałe
nie raz płakałem przez ciebie
bo zaczęłaś iść przez życie na skróty
aż straciłaś cel z oczu

a teraz kocham wspomnienie na starej fotografii
choć w albumie nie została żadna
gładzę niewidzialne wyblakłe włosy
i uśmiecham się bo kiedyś
pokochałem cię jak Dziewczynę

Ostatnia posługa

A gdy już będę umierać
I umysł okryje całun
Ty wtedy do mnie przyjdziesz
I nieważne że tylko ja cię zobaczę
To nawet lepiej

Nie będziesz się brzydzić moich zsiniałych ust
Choć za chwilę będę padliną
Pochylisz się nade mną
Czoło muśniesz lokami
Jak kiedyś

Szepniesz mi do ucha to
Na co czekałem od... już nie pamiętam
I nawet mnie nie oszukasz
Bo to przecież nie będziesz
Prawdziwa ty

Wszystko po staremu

W dawnych czasach żeby zaimponować
Upatrzonej dziewczynie
Trzeba było grać w kapeli
Niestety nieprawdłowo pracujący mózg
Nie pozwolił mi na opanowanie gry
Na jakimkolwiek instrumencie
Nawet tak prymitywnym 
Jak tamburyn

Po latach znowu chciałem zaimponować
Tej samej dziewczynie i zacząłem pisać
Niestety nieprawidłowo pracujący mózg
Nie pozwolił mi wyjść poza ograne riffy
Poza tym dawna dziewczyna
Zdążyła stać się kobietą 
Kobieta damą
A dama damulą
I już nie interesują jej głupoty

Jak zwykle...

W młodości nie miałem nic porządnego
Ani roweru
Ani hi-fi
Ani ocen

Teraz to samo
Tylko jakieś idiotyczne huśtawki nastrojów
Zamiast solidnej choroby afektywnej dwubiegunowej

A ty nie odpuszczasz

Śniłaś mi się. W sumie nic nowego.
Byłaś w takim uniwersalnym wieku.
Mogłaś mieć lat dwadzieścia kilka,
Albo dwadzieścia kilka więcej. Trudno powiedzieć.

Tak właśnie przedstawia się świętych:
Jednocześnie młodych i dojrzałych.
(Młodo dojrzałych?)
(Młodo-dojrzałych?)
(Młododojrzałych?)
Albo Ojców Narodu na propagandowych plakatach.

Byliśmy chyba w moim starym ciasnym pokoju.
Obejrzeliśmy jakiś film.
A POTEM ROZMAWIALIŚMY.
Boże, ależ to było ekstatyczne! Niczym świętych obcowanie!
Nawet cię lekko przytuliłem, a ty nie byłaś naburmuszona.
Oczy ci się uśmiechały, a ja nie miałem brzucha.
Też chyba byłem w wieku uniwersalnym.
Ileż to już lat?

DNA

Nie będzie więcej pielgrzymowania
Do świętych miejsc pod twoim wezwaniem
Suchego liścia stamtąd nie przywiozę
Ani wody z cudownego źródełka
Które wytrysnęło z dziury w ziemi
Zrobionej przez twój cienki obcas
I wiesz co? Omijaj moje okolice
Nie pojawiaj się nawet przypadkiem
Nie chcę cię widzieć słyszeć czuć
Ani smakować
Wolałbym cię zabić
Zobaczysz wreszcie jak to jest umierać
I tak będziesz miała szczęście
Bo twoja śmierć nadejdzie szybko
A moja ciągnie się od trzydziestu lat
I kiedy twoje prochy rozwieje wiatr
Ja nadal będę się rozpadać jak trędowaty
Wyć z bólu i tęsknić za tobą
Aż do zerwania ostatniej nici mojego DNA

Spadek formy

O ile wiatr doskonale potrafi
Skutecznie rozszarpać wszelkie złudzenia
Wymieść je z czaszki jak suche liście
Zimą oddechem zgasić każdy przebłysk nadziei
A swoim wyciem sprowadzić śmierć z rozpaczy

To wczoraj nie umiał sobie poradzić
Ze zwyczajnym dymem
Wstydliwie skulony
Niemalże do pozycji embrionalnej
Musiałem wysłuchiwać uwag sąsiadów:
"Co za cham pali papierosy na balkonie!"

Zebra Girl

Żadna kobieta na świecie
Nie jest tak piękna jak Zebra Girl
Z teledysku Davida Bowiego,
Nastrojowej reklamy filmu Absolute Beginners.
Ani jedna.

Nie jesteście tak niepokojąco tajemnicze,
Zwiewne i pociągające, wieczne obietnice,
Tak warte kochania, bo nigdy niezdobyte.
Nawet Vanessa Walker, grająca ją modelka,
Nigdy taką pewnie nie była
I już tak nie wygląda, wszak minęło 35 lat.

Ale stajecie się takie w naszych opowieściach,
Snutych przez nas w naszych mózgach, sercach,
I bez słuchaczy,
Od czasu kiedy nas zostawiłyście
Dla lepszych możliwości,
I to jest beznadziejnie głupie.

A jeśli nawet udałoby się cofnąć czas
Nie sprostacie naszym oczekiwaniom,
Zbyt wysoko wyobraźnia kosztem pamięci
Postawiła wam poprzeczkę.

https://youtu.be/iCJLOXqnT2I

Planuję długie życie

Kupiłem nowe buty.
Szczęście, jakie mi dały
Przedłuży moje życie
O kolejne trzy miesiące.
Na tyle wystarczy endorfin.
Potem się zobaczy, na co
Jeszcze będzie mnie stać.
Zawsze zostają drobne na papierosy,
A to już doba życia dłużej.

Śmierć cywilna

Na razie umieram tylko wirtualnie
Usunięcie konta z serwisu społecznościowego
To jednak nie to samo
Co spalenie rękopisów w piecu
Będę musiał się tym zająć
W następnej kolejności
A już na samym końcu
Spalą i mnie

Podział majątku

Zabrałaś moje zdrowie
Masz je teraz za nas dwoje
W zamian zostawiłaś cały swój smutek
Jakby mi było za mało własnego

Ot zagadka!

("Michał wygląda okropnie")

Łudziłem się że ubrania zbiegły się w praniu
A lustro skurczyło bo z drewnianych ram wyparowała woda
Im więcej mam ciała tym mniej we mnie życia
Może już nie ma go wcale a ciało rozdęły gazy gnilne
Organizm jest ciepły wskutek procesu rozkładu
I tylko wydaje mi się że jeszcze myślę
Czuję podejmuję decyzje a potem niektórych żałuję
Może być i tak że nie żyłem nigdy

Taka prawda

Natura nie jest matką
Pożera wszystko co wyda na świat
Czas nie leczy ran
Zabija z sadystyczną zaciekłością
Edukacja nie czyni mądrzejszym
Choć obowiązkowa to idiotów przybywa
Kultura nie uwrażliwia
Współczesna jest zbyt nihilistyczna
Medycyna nie poprawia jakości życia
Produkuje długowiecznych tetryków
Miłość nie daje szczęścia
Powoduje tylko cierpienie
Śmierć nie przynosi ulgi
Bo przed nami wieczność

Lustro

Prawa Ręka Boga
I lewa ręka ciemności
Mają identyczne znamiona
Dokładnie w tych samych miejscach
To dziwne!
Co tu jest grane?

O co ci naprawdę chodzi?

Ty coś kręcisz. Czuję to.
Przecież się trochę znaliśmy,
I to z detalami (mmm...).
Niby cię nie obchodzę,
Nie pytasz o mnie,
Jesteś doskonale obojętna.
Ale kiedy tylko ktoś coś wspomni,
Ostentacyjnie nie słyszysz,
A to już nie jest neutralność,
Bo wymaga od ciebie aktu woli.
Myślisz, że tego nie widać? Mylisz się.
Jeśli mnie jeszcze kochasz,
To przestań się oszukiwać i zapomnij o mnie. Nie potrzebuję cię, bo już z ciebie wyrosłem.
Jak ze skóry, kolczyków i glanów.

Wiersz z okropnymi rymami

Drogi przedziwnie mi się prostują,
Cel spłukał z siebie brudny kożuch mgły,
Diabeł przeklina i głośno pomstuje,
Całkiem komiczne są jego łzy!

Coś się zmieniło, coś drgnęło w życiu,
Zgrzyt w głowie ustał jak po naprawie,
I się nie modlę do ciebie skrycie,
Bo nie obchodzisz mnie już prawie.

Tylko drobina z ciebie została
W mojej pamięci i głupim sercu,
Od ciepła słońca jak lód stopniałaś,
Nie chcę o tobie myśleć już więcej.

Tak po prostu

Odeszłaś
Zostałem

Zawołałem
Nie odwróciłaś się

Wystrzeliłem
Upadłaś

I odpowiedziałaś ogniem

Kompleks niższości

Uzależniłem się
Od dzwoneczka na fejsbóku
Dlatego ciskam w niego grudami wierszy
I nasłuchuję czy zabrzmi cyferkami
Informującymi o kolejnych komentarzach
Lub chociaż tylko o polubieniach

Każde spojrzenie na własny profil
Powoduje wyrzut adrenaliny
A każda cyferka - dopaminy
Lecz i tak nie pomaga mi to
W pozbyciu się kompleksu niższości
Dziękuję ci ty której już nigdy nie zobaczę
I Bogu dzięki
Ament

Atawizm

Wiecznie włączony telewizor
To współczesna namiastka ogniska
Jak dawniej pośrodku jaskini
Kurnej chaty czy w ciemnym borze
Migocze jak ono
I gada jak wędrowiec z dalekich stron
Grzejący ręce nad płomieniem
Choć elektryczność zastąpiła drewno
Ludzie się nie zmienili

poniedziałek, 20 czerwca 2022

Zmienność i ciągłość

Rozgarniam butem zeszłoroczne liście
I wypatruję pod nimi twoich śladów
W wyobraźni sprawdzam
Czy klucze nadal pasują do zamków
A usta do pocałunków
Tyle się zmieniło od tamtego czasu
Materiały używane do produkcji ubrań
Proporcje ekranów telewizorów
Zalecenia dietetyków i ceny pieczywa
Zmętniały nam spojrzenia
A wchodzenie po schodach trwa nieco dłużej
I tylko jedno nie chce się zmienić

Nieudane pogrzeby

Wszyscy nosimy w głowach cmentarze
Jest nią pamięć
Grzebiemy tam ludzi i wydarzenia:
Miłości i ofiary zemsty
Wakacje i oblane egzaminy

Pamięć jest szczególnym cmentarzem
Tam wszystko martwe żyje
Zwłaszcza to czego nie chce się pamiętać
Zwłaszcza ci o których chce się zapomnieć

Walentynka dla... nieważne

Mam do ciebie dziwną słabość,
Zniósłbym nawet twoją nagość,
Choć mi oczu trochę szkoda,
Bo już zwiędła twa uroda.

A to niespodzianki!

Zima jak co roku zaskoczyła drogowców
Noc na górskim szlaku zaskoczyła wędrowców
Antifa zaskoczyła marsz narodowców
Pomór świń zaskoczył hodowców

Próchnica zaskoczyła moje uzębienie
Meteor zaskoczył Ziemię uderzeniem
Optymistę zaskoczyły kłopoty spiętrzeniem
Sutenera zaskoczył sąd uwięzieniem

Buddystę zaskoczył brak oświecenia
Żyjącego zaskoczył kres jego istnienia
Artystę zaskoczyła niemożność tworzenia
Alkoholika zaskoczyła chęć wytrzeźwienia

Lekarze czynią cuda

Odkąd mój psychiatra
Właściwie dobrał leki,
Przestałem myśleć o samobójstwie.

Postanowiłem, że umrę normalnie,
Jak większość zwykłych ludzi.
Na raka.

Uroki życia w bloku

Chrapie żona
Chrapię ja
Chrapie zwierz na legowisku
Co uchodzi człowiekowi
Nie wypada przecież psisku
Dom się trzęsie
Kornik płoszy
Meble są uratowane
Sąsiad stuka
W kaloryfer
Bo nie może spać nad ranem

O Żonie

Pisać o Żonie nie jest łatwo,
Łatwo popaść można w banał,
Już jest pomysł! - lecz myśl się gmatwa,
I znów paskudztwo jak wystygła kawa.

Porównania wyświechtane
Wciąż się czają nad papierem,
Wszystkie chwyty już ograne
I te z rajem, i te z niebem.

A Kobieta z niej niezwykła,
Zasługuje na coś więcej;
Wszelka sztampa ma smak mydła,
Lecz nie umiem chyba lepiej:

Że oczy niebieskie
Że lico nadobne
Że kocha pieski
Że dobry z Niej człowiek

Lepiej więc zamilknę, bowiem
Ona się tu nie da zmieścić,
Co wymyślę i opowiem
Ciągle ma za mało treści.

Streszczenie wykładu

Od kiedy skład atmosfery uległ zmianie
(Zabrakło w niej jednego składnika - twojego oddechu)
Niektóre okazy niedużych i lekkich roślinożerców
Musiały podjąć wzmożoną walkę o byt

Szczególnie jeden -
Najpierw zmienił nawyki żywieniowe
I przeszedł na bardziej oportunistyczną dietę
To spowodowało wzrost masy ciała
Kosztem szybkości i zwinnego poruszania się
Niedostatki zrównoważył sobie
Wzrostem poziomu agresji
A nawet wytworzył zęby jadowe
Którymi kąsa dotkliwie i wyjątkowo boleśnie

Przestał już być już konsumentem pierwszego rzędu
Zaczął przejawiać zachowania
Typowe dla właściwych drapieżników
Jednak niechęć do podejmowania wysiłku powoduje
Że nie gardzi padliną

Mimo wszystko dał się oswoić
Niestety dużo je i nie ma
Większego znaczenia gospodarczego
Ciekawostką jest to
Że w jego genach zachowała się pamięć
O tym kim był przed zmianami klimatycznymi

Czytała Krystyna Czubówna

dzielenie z resztą

twoje życie jest twoim życiem
mój smutek jest moim smutkiem
nasze razem jest niczyje

Menopauza

Obiecałem że będę z tobą
Na dobre i złe
Dobre już było
Poczekam cierpliwie
Kilka lat
Aż może wróci
A jeśli nie
I tak z tobą będę
Przez wzgląd na to
Co dobre
Choć już odeszło

Słowa

Osierocone słowa
Unoszą się na wietrze
Bezpańskie wyznania miłości
Kołują razem z liśćmi
Nim różnica ciśnień
Roztrzaska je o chodnik

Zwietrzałe przysięgi
Mieszają się z ulicznym kurzem
A martwe życzenia pomyślności
Imitując pstrokacizną ulotki reklamowe
Wypadają z ulicznych koszy
U wejścia do metra

I tylko obelgi zawsze mają
Stałe zameldowanie

To koniec, można wychodzić

Sprawy już zaszły za daleko,
Piwo się nawarzyło
I rozlało mleko;

Erozja wspólne ślady zatarła,
A duszę uczyniła
Nieśmiertelnie martwą;

Z czasem inności się pogłębiły,
Nie przemogę tego,
Opuściła mnie siła;

Wszystko, co było, strawił czas,
Nie naprawię, co złego,
Bo nie ma nas.

Miejsca, do których nigdy nie wrócę,
Cicho skamlą i patrzą mi w oczy,
Do dziś nie mogą głupiutkie zrozumieć,
Czemu tylko cienie bezcielesne kroczą.

Nie jestem od nich wcale mądrzejszy,
Bo gdy idzie o ciebie rozsądek zawodzi:
Zębami szarpię w szaleństwie najpierwszy
Serce, choć to dziś nikogo nie obchodzi.

Tak, to jest moja ostateczna decyzja

Skończyły mi się wiersze
Zwietrzały wtórne koncepty
Więcej już nie chcę grzeszyć
Wykupię nareszcie receptę

Zmęczony umysł podleczę
Żelbetem utrwardzę serce
Pełną zbroję przyoblecze
Moje jestestwo czym prędzej

Nie będą więcej straszyły
We śnie żadne głupie mary
Za bardzo się bowiem odkryły
I znam ich podłe zamiary

Nie dam się już przenigdy
Popychać w jakieś szaleństwo
Fikcja mi całkiem obrzydła
Odmawiam jej posłuszeństwa

Zburzę za sobą mosty
Podpalę zebrane plony
Dla niepoznaki zapuszczę zarost
Przytwierdzę pukle do głowy

Żrącym kwasem wytrawię
Ze łba twoje wstrętne imię
Przed Bogiem się ciebie zaprę:
"O jakiej jest mowa dziewczynie?"

Anegdota

Pamiętam bardzo wiele,
Co związane z tobą,
Nawet to zdarzenie,
Gdyś mi ciężką torbą
W złości przygrzmociła,
Aż się w pół złożyłem,
I tak zostawiłaś.
(Aż dziw, że przeżyłem.)
Oberwałem słusznie
Bo zawiodłem, głupi:
Miałem jechać po Ciebie -
Poszedłem się... odurzyć.
Potem się chowałem
Jak Adam przed Bogiem,
I tak Cię spotkałem -
Nemezis - na drodze.
W oczy popatrzyłaś -
Źrenice rozszerzone,
Niemo zapytałaś -
Nie patrzę w Twą stronę,
Wtedy kara spadła:
Torba w łeb trafiła,
(Głuchy jęk z gardła)
Ty się obraziłaś.
Taka to opowieść,
Jakże wstrząsająca,
Nie ziewaj już, proszę,
Doczekałaś końca.

nie jestem gotów

zostaw umarłym
grzebanie ich umarłych
powiedział Pan
i idź głosić

nie ruszyłem w drogę
bo od tamtej pory jestem martwy
ale i tak cię nie pochowam
w moim uschłym sercu
w nadziei że w końcu
uda mi się ożywić
choć twoją starą fotografię
jak na razie bez sukcesu

Dlaczego?

Dlaczego tyle lat
Pasożytujesz w moim mózgu?
Nie ma z ciebie żadnego pożytku
A tylko mnie zatruwasz
Produktami przemiany -
Właśnie - czego? Przecież
Nie materii bo nie jesteś materialna
A na pewno nie pod moim adresem zamieszkania
Może to i lepiej bo mniej płacę za
Zużycie wody i wywóz śmieci
I mam więcej miejsca w szafie
Na stęchłe powietrze
Same plusy
Tylko ten ogień w głowie
I świszczący oddech w nocy
Pod ciężarem pytań "dlaczego?"

To bez znaczenia

A kiedy umrę, ziemia nie zadrży,
Słońce nadal będzie mieć swój udział
W produkcji rolnej,
Żubr ni łoś nie zaryczy w kniei,
Żaba ani na chwilę nie przestanie rechotać,
Mucha w zadumie nie zejdzie z gówna.

Nie rozedrze się zasłona w dużym pokoju,
Ukazując brak Arki Przymierza na parapecie,
A martwe insekty, cudownie ożywione,
Nie wyjdą nagle z zakurzonych kątów.
Nic się nie zmieni, bo nic nie znaczę.

Jestem nikim i niczym.

Cień

Żyję z nieswoim cieniem
W dodatku on zawsze jest przede mną
Każdego dnia widzę go wyraźnie
I pęka mi serce bo to twój cień
Jest moim przekleństwem nie dając zapomnieć
Jednocześnie jego widok sprawia mi radość
Bo ciebie już nigdy nie zobaczę
A nie zostały mi żadne twoje zdjęcia na pamiątkę
Jeśli umrzesz przede mną
Ukradnę z nagrobka twoją fotografię na porcelanie
Nie będzie to profanacja tylko czyn z miłości

Do A.G.

Nie przychodź tu już nigdy więcej,
Nie znajdziesz u mnie nic ciekawego,
Cóż, ojciec umarł i żal kłuje w sercu,
Lecz tobie przecież nic do tego.

Nie było cię stać na gest pojednania,
Nie napisałaś prostego "współczuję...",
Więc daruj sobie tu zaglądanie,
Bo zimnym wiatrem od ciebie duje.

Niezamierzony tryptyk o Tacie

I
Kto wie?

Sam wiesz najlepiej
Różnie bywało między nami
Tato
Czasem wspominałem tylko to
Co dla mnie robiłeś dobrego
A czasem wracają
Te mniej ciekawe wydarzenia
Albo te najgorsze
Ale teraz nie chcę żywić się ropą
Ze starych wrzodów osoloną wysuszonymi łzami
Nic to już nie zmieni
Dlatego chcę pamiętać teraz Polanicę-Zdrój
Nasz pociąg ciągnęły dwa parowozy
Chyba ostatnie w PKP
Potem droga asfaltowa
Stromo pod górę! a na niej ślimaki
W kolorze cegły i gołe jak niemowlęta
Nigdy takich wcześniej nie widziałem
I te wieczne strumyki po bokach
I Twoje żółte trapery
Byłeś z nich taki dumny
Pamiętasz?
Może teraz gdy leżysz na specjalistycznym łóżku
I nijak nie można się Ciebie przebić
Jesteś tam właśnie
I oprowadzasz mnie po skansenie
Albo przyglądasz się starszym panom
Grającym ogromnymi szachami na chodniku?
A może minęło już kilkanaście lat
I robimy gdzieś wspólnie fuchę elektryczną
A po dniu pracy dzielisz się ze mną zarobkiem
Żebym mógł coś kupić mojej dziewczynie?
Może dlatego wołałeś mnie wczoraj?
Wiem o tym od Mamy

II
06.12.2021

Świeca postawiona na stoliku przy łóżku
Spłynęła jak roztopiony śnieg
I zastygła ścięta mrozem
To śmierć uwieczniła jej kształt
Tajemniczy i wieloznaczny
Jak andrzejkowa wróżba dla przesądnych panien
Ta sama śmierć
Upodobniła twarz mojego ojca do woskowej maski pośmiertnej
Długo w nią patrzyłem nie mogąc doszukać się
Oddechu
Uśmiechu
Czy chociaż grymasu bólu
Musi mi wystarczyć mój własny

III
List do Taty

Wierzę Tato, że już się oczyściłeś
Z niepotrzebnych ziemskich naleciałości,
Że już wszystko zostało Ci wybaczone,
Co tego wymagało,
Nie byłeś przecież złym człowiekiem.

Może nie byłeś wymarzonym mężem i ojcem,
Ale kiedy się więcej o Tobie dowiedziałem,
Złość na Ciebie zniknęła jak pensja z konta.
Nie miałeś udanego dzieciństwa,
Nie zaznałeś zbyt wiele miłości,
Bóg to wie lepiej niż ja.

Ważne jest to, że wyciągałeś mnie z kłopotów,
I że nauczyłeś sporo pożytecznych rzeczy,
A nawet z czasem stałeś się tolerancyjny
Dla moich młodzieńczych wybryków.

Mój pierwszy kolczyk w uchu
Nie wzbudził Twojego entuzjazmu
A za wygolone boki dostałem po łbie.
Jednak, przy kolejnym kolczyku,
Ofuknąłeś Mamę, że dała spokój biadoleniu,
A nawet załatwiłeś mi w trudnych czasach
Buty mogące służyć w tamtych realiach
Za glany. Taki byłeś. Nieodgadniony.

Mam nadzieję, że teraz w Raju
Siedzisz sobie gdzieś wygodnie
I głaszczesz ukochaną suczkę Bubę,
Która siedzi Ci na kolanach.
Gacek i Bubel patrzą Ci w oczy
A Maciek, wielki kot z Twojego dzieciństwa,
Ociera się o nogi mrucząc przymilnie.

I że wreszcie Twoi rodzice
Nauczyli się Ciebie kochać bezwarunkowo,
A Twój młodszy brat, postać tragiczna,
Przytula z miłością swoją głowę do Twojej.
Jestem pewien, że tak Was zastanę,
Kiedy nadejdzie mój czas.

Publikacja w Akancie